Międzynarodowy Tydzień Bliskości – co dała mi chusta?

Właśnie zaczyna się Międzynarodowy Tydzień Bliskości, a ja zastanawiam się czym jest właściwie bliskość? Czemu się o niej tyle teraz mówi, szczególnie w kontekście dzieci? Co ona mi w ogóle daje?

Pomyślałam, że się podzielę z Wami nie badaniami, statystykami lub wytycznymi, ale moim własnym doświadczeniem i tym co ja czuję mówiąc „bliskość”.

Kiedy urodziłam pierwsze dziecko społeczność chustowa nie miała tak imponujących rozmiarów jak teraz, a w mojej okolicy nie widywałam żadnych mam w chustach. Zdjęcia z dziećmi w chuście w internecie miały tylko dwie moje koleżanki. Jakoś już wtedy poczułam, że to będzie coś dla mnie. Po spotkaniu w doradcą od razu zaczęłam motać, wychodzić na spacery i przepadłam – kurier, który przynosił paczki z chustami na wymianę, na testy, pożyczone znał nawet pory naszych drzemek i spacerów i dzwonił zawsze na telefon, by nie obudzić dziecka 😉

1. Wyspane dziecko
Moja córka szybko zbojkotowała wózek, bo przecież nie będzie jeździła w jakimś telepiącym pudle z daleka od mamy. Takim sposobem wylądowałyśmy w chuście już na dobre. Byłam dumna i blada mówiąc, że moje dziecko to i 4h potrafi spać, że spacery, że w domu ułatwia (nie dodawałam, że przeżycie). Musiałam strasznie denerwować inne mamy 😉

2. Wolne spacery
I nie chodzi mi o tempo, ale o wolność, którą daje poruszanie się w chuście. Kto mieszka lub był kiedyś w stolicy i wysiadł na dworcu centralnym z dużymi bagażami ten wie, że w centrum ułatwień nie uświadczysz. Brak podjazdów, ciągłe schody lub schodki, windy jeśli są to brudne i zepsute. Wysiadać trzeba dwa przystanki wcześniej, by bez takich problemów dojść do centrum. Auta zaparkowane wszędzie, brak przejścia o odpowiedniej szerokości… A bez wózka przejdę wszędzie, wejdę tam gdzie każdy i nie muszę przepraszać, że zastawiam przejście.

3. Autonomia
Oj to coś, co doceniłam bardzo przy drugim dziecku. Gdy pierwsze stało się samodzielne, trudno było mi się znów przyzwyczaić, że cały czas mam zajęte ręce, że jest ktoś, kto znów potrzebuje mnie dosłownie non-stop. Chusta bardzo mi pomogła, bo mogłam mieć maluszka blisko, on dostawał to, czego potrzebował, a ja miałam chwilę wytchnienia, bo mimo, że robiło za hubę, to jednak spało 😉

4. Rzeka mleka
Może i wyświechtane, ale nikt nie powie, że to zupełnie nieprawdziwe – mleko jest w głowie. I nawet nie chodzi o samą produkcję, bo czasem mleko jest, dziecko je, a nam się wydaje, że coś z tym niewidzialnym procesem jest nie tak. Chodzi mi o wspomaganie fizjologii, bo pokarm wytwarza się jak dziecko jest blisko, jak jest wydzielana oksytocyna, a kto nie czuje się szczęśliwy jak dziecko… śpi! 😉

5. Czwarty trymestr
Sławny czwarty trymestr… Każdy już chyba o nim słyszał, a jednak jeszcze sporo „pierwszych mam” doznaje szoku, że to aż tak. No tak – dzieci nasze rodzą się o jakieś 3 miesiące za wcześnie, więc chciał nie chciał w tym czasie nadal jesteśmy brzuchem. Tylko zewnętrznym. Chusta otula, przytula, wspomaga rozwój dziecka, a dla mamy, szczególnie w okresie połogu (!!!), daje wytchnienie, spokój, poczucie, że pomaga maleństwu w bólach brzuszka, kolkach, gorączkach, że nie musi się denerwować, że ręce mdleją, bo jest odciążona, a dziecko utulone. Ba! Nawet można w tym czasie robić coś innego!

6. Piramida Maslowa
Chyba ten punkt powinien być jakoś wyżej… Bo kto nie chce zjeść lub wysikać się w spokoju? Albo niekoniecznie w spokoju, tylko po prostu kto nie chce tego robić? Jedyny minus tych sytuacji jest taki, że przy korzystaniu z toalety trzeba pilnować, żeby chusta nie wpadła do muszli, a podczas jedzenia, żeby nie ubrudzić jedzeniem chusty lub dziecka 😉

7. Spanie
To jak o potrzebach, to przecież spanie! Niech przyzna się ten, kto nie usiadł w chuście z dzieckiem na kanapie i nie poleciała mu głowa rozkosznie do tyłu? U nas był etap nieodkładalności z chusty, ale też taki, że ja nie chciałam odkładać dzieci, bo chciałam je przytulać. Siadałam wtedy, opierałam się wygodnie i też oko mi się przymknęło. Co prawda na siedząco spanie to nie jest szczyt wygody, ale wtedy było ważniejsze coś innego.

8. Poczucie bezpieczeństwa
Jestem przekonana, że noszenie w chuście, przytulanie i bycie blisko fizycznie z dzieckiem daje mu poczucie bezpieczeństwa. Daje mu spokój, pewność, że jesteśmy, że nie zostawimy, nie znikniemy, że ukoimy. Myślę, że te chwile budują dużo na przyszłość, że dzieci czują się ważne, chciane, kochane. Teraz widzę po nich, że to składowa rzeczy, które procentują.

9. Empatia
Gorączka? Idź się połóż i odpocznij. Nie wstawaj. Leż. Wygrzewaj się.
Zęby? Nie bierz tego do buzi – to brudne. Tego nie wolno. Masz to. Nie, to nie.
Tęsknisz? Przecież tu jestem – czego chcesz? Usiądź obok i nie jęcz.
….
Takich przykładów może być więcej, ale dla mnie chusta to nauka i ćwiczenie empatii. Staram się wczuć w to marudzenie, w to jęczenie i płakanie, w to poczucie, że samemu się nie wie czego się chce i wyłączam irytację i czuję, że ten mały człowiek mnie potrzebuje. Potrzebuje ukojenia i bliskości. A kiedy jestem zniecierpliwiona czekającymi obowiązkami domowymi – wyciągam chustę i jedno nie przeszkadza drugiemu. Ja mam zrobione, dziecko utulone i czuję, że nie zawiodłam. Nikogo.

10. Do widzenia!
W sumie ten punkt to mnie trochę napawa dumą i smuci. Bo jak już są te dzieci empatyczne, jak się czują bezpiecznie, to czują się pewnie, to idą w świat. I oczywiście, że płaczą, że tęsknią, że oglądają się za nami i nie chcą czasem puścić. Ale w ogólnym rozrachunku widzę, że silnie stoją na ziemi. Czasem smutne, ale silne. I nikt im tego nie zabierze. I ja też się wtedy smucę, bo widzę, że już są bardziej samodzielni, że nie jestem niezbędna… Ale staram się przypominać sobie, że jestem tylko stacją początkową w ich życiu i będą jechać dalej samodzielnie.
Na szczęście mam też usługi serwisowe w pakiecie i to na korzystnych warunkach, więc liczę, że będą wracać chociaż na przegląd lodówki 😉

 

 
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *