Jak wygląda spotkanie z doradcą?

Często dostaję pytania na temat przebiegu spotkania, jak się przygotować, w jakim wieku musi być dziecko lub czy trzeba mieć swoją chustę. Myślę, że ten wpis może być pomocny nie tylko dla rodziców, którzy postanowią spotkać się ze mną, ale też tych, którzy wybierają się do kogoś innego – większość doradców pracuje w taki sam sposób, który jest przyjazny dla rodzica i dziecka.

KIEDY? W JAKIM WIEKU MUSI BYĆ DZIECKO?
Najczęstsze konsultacje na których bywam, to z dziećmi do 3 miesięcy. Maluszki, które są w tak zwanym 4 trymestrze potrzebują dużo bliskości i częstego przytulania, dlatego rodzice najczęściej w tym czasie decydują się na przytulanie z jednoczesnym uwolnieniem rąk 😉 Jednocześnie jestem też gościem w domach, gdzie są starsze dzieci. Zasada jest prosta – możliwość motania dziecka jest od urodzenia, to momentu, dopóki nie ucieka nam na widok z chusty (a jak wolno biega, to jeszcze zawsze można dogonić 😉 ). Więc jeśli czujesz taką potrzebę, to znaczy, że to jest dobry moment, by się tego nauczyć.

GDZIE SIĘ SPOTYKAMY?
Zazwyczaj spotykamy się w domu rodziców i maluszka. Jest to komfortowe miejsce, szczególnie przy małym dziecku, ponieważ nie trzeba urządzać „całej wyprawy” w nieznane miejsce. W swoim domu czujemy się bezpiecznie, wszystko mamy pod ręką, wiemy jak działać i nie denerwujemy się, że dziecko płacze przy innych (a dla świeżo upieczonych rodziców bardzo często jest to niezwykle stresujące przeżycie). Jeśli nie ma możliwości spotkania się w domu, wybieramy miejsce, które będzie najbardziej optymalne na takie spotkanie i zapewni spokój i komfort do nauki.
Osobiście pracuję na terenie właściwie całej Warszawy oraz okolic. W zależności od miejsca może być doliczony dojazd. Jeśli nie będzie to dla Was komfortowe, postaram się pomóc Wam znaleźć kogoś, kto spełni Wasze oczekiwania.

O KTÓREJ GODZINIE?
Osobiście preferuję poranne spotkania – im wcześniej, tym lepiej. Rano, dzieci są bardziej wypoczęte. Rodzice noworodka względnie też 😉 Po całym dniu, który nie wiemy co przyniesie – może być ciężko. Dla mnie ważne jest, by rodzic jak najwięcej ćwiczył na swoim dziecku, by oswoił się i był pewien, że poradzi sobie, gdy zamkną się za mną drzwi. Godziny wieczorne dla mnie osobiście są ostatecznością i zaznaczam często rodzicom, że może to być ciężka konsultacja. Znam jednak doradców, którzy preferują takie pory – na pewno pod tym kątem można znaleźć kogoś, kto spełni nasze oczekiwania.

CZY TRZEBA MIEĆ SWOJĄ CHUSTĘ?
Nie i tak. Nie, ponieważ ja przywożę zawsze ze sobą sporo chust, które rodzic może dotknąć, wypróbować i zobaczyć w czym się czuje najlepiej, co jest najbardziej komfortowe i na tej podstawie dokonać później wyboru grubości oraz długości (ta jest często dopasowywana do wiązania, o którym ostatecznie decydujecie na samym spotkaniu).
Tak, ponieważ najlepiej jest, jak rodzice zaraz po moim wyjściu zaczynają ćwiczyć. To jest więcej niż połowa sukcesu. Zdarza mi się, jeśli mam możliwość pożyczać rodzicom chusty, a nawet odsprzedawać. Nie zawsze jest taka możliwość, ponieważ nie prowadzę sklepu, ale staram się zawsze mieć coś pod ręką dla tych, którzy akurat się zakochają w mojej chuście 😉
Jeśli rodzice kupują chustę po spotkaniu, zazwyczaj pomagam wybrać tę pierwszą, a czasami i kolejną. Za potrzebę kupowania kolejnych chust nie biorę odpowiedzialności 😉

JAK PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO SPOTKANIA?
Przed konsultacją przeprowadzam zazwyczaj krótki wywiad, który pomaga mi w odpowiednim przygotowaniu się do wizyty. Są to pytania na temat przebiegu porodu, samopoczucia po porodzie, zaleceń lekarskich dla mamy, wieku dziecka, jego umiejętności, zaleceń pielęgnacyjnych dla maluszka oraz na temat stanu zdrowia dziecka i rodziców w kierunku przeciwwskazań do noszenia lub utrudnień przy motaniu. Dzięki takiemu kompleksowemu podejściu można lepiej zrozumieć Wasze potrzeby i na nie odpowiedzieć.
Nie musicie zamykać swoich zwierząt w innych pokojach (chyba, że kot poluje na powiewającą chustę 😉 ), szykować się jak na wizytę gościa wagi państwowej i przepraszać za bałagan czy występy w dresie. Przyjeżdżam Wam pomóc i dać narzędzie, które ułatwi Wam życie, a nie na inspekcję. Poza tym sama jestem mamą dwójki dzieci i wiem, jak może wyglądać proza życia 😉

JAK PRZEBIEGA KONSULTACJA?
Na początku spotkania rozmawiamy i pogłębiamy istotne rzeczy ze wstępnego wywiadu zebranego wcześniej. Od razu odpowiadam na pytania dotyczące chust, ubioru dziecka do chusty oraz innych rzeczy, które Was nurtują.
Zaczynamy od omówienia bezpieczeństwa i fizjologii noszenia. Zależy mi na tym, byście znali genezę prawidłowej pozycji, z czego ona wynika i jak ją dopasować później do rozwoju dziecka. Dzięki temu nabieracie kompetencji do samodzielnego decydowania o tym, co dla Waszej rodziny będzie najlepszym rozwiązaniem, nawet jeśli wybierzecie coś, czego nie będę rekomendować, będzie to Waszą decyzją, którą podejmujecie na podstawie wiedzy, którą macie.
Następnym krokiem jest wybranie wiązania, które pokazuję i omawiam tak, byście sami mogli korygować swoje błędy. Ważne dla mnie jest to, by zacząć ćwiczyć jak najszybciej na dziecku i jak najwięcej razy, by mieć pewność, że czujecie się z tym ok i nie boicie się.
Ilość wiązań, których się uczymy to od jednego do trzech. Czemu ta różnica? Czasami dziecko ma gorszy dzień i nie chce współpracować, innym razem rodzic ma gorszy dzień i nie idzie mu nauka tak sprawnie jak by się spodziewał. Czasem trzeba zmienić wiązanie w trakcie nauki na inne, które będzie bardziej dopasowane do rodziny. Dla mnie najważniejsze jest to, by rodzic wybrał wiązanie dla niego najbardziej optymalne i przynajmniej raz w nie zamotał dziecko.

CO PO SPOTKANIU?
Z mojej strony jest pełna otwartość na dalszy kontakt. Zaczynamy od małej pracy domowej – w ciągu 3 dni proszę o zdjęcie z zamotanym dzieckiem. Moje doświadczenie mi mówi, że jeśli nie zrobi się tego od razu – jest dużo trudniej spróbować samodzielnie. A to właśnie o samodzielność i niezależność chodzi!
Jeśli jest potrzeba można wysłać mi zdjęcia, bym podpowiedziała co można poprawić, jednak zaznaczam zawsze, że ocena wiązania ze zdjęcia, to trochę wróżenie z fusów. Czemu? Mimo tego, że już się znamy, widziałam jak motacie, to nie widziałam procesu motania tego konkretnego wiązania. Czasami jeden ruch może dużo zmienić, a moje wskazówki wtedy stają się bezużyteczne. Dlatego wyciągaj z konsultacji jak najwięcej, by samemu udzielić sobie porady!
Możesz też po spotkaniu ze mną śmiało pytać o wybór chusty, wysyłać zdjęcia czy linki do ogłoszeń lub sklepów. Chętnie pomogę!
Zapraszam i informuję o spotkaniach lokalnych grup chustowych, na których można dostać wsparcie, porozmawiać z innymi mamami wkręconymi w noszenie dzieci, ale przede wszystkim poznać kogoś nowego i wyjść z domu! Chustokawki mają dużą moc!

NA KONIEC
Bardzo lubię dostawać zdjęci z wakacji, wyjazdów, uroczystości, codzienności na których jesteście zamotani. Chętnie też za waszą każdorazową zgodą umieszczę je na stronie lub facebooku.
Dodając zdjęcia na instagram w chuście – proszę dodawajcie hasztag #chustowioska – dzięki temu będę mogła Was łatwo odnaleźć i śledzić Wasze chustowe losy 😉
Będzie mi też miło, jeśli na facebooku zostawicie swoją opinię ze spotkania ze mną TUTAJ.

Międzynarodowy Tydzień Bliskości – co dała mi chusta?

Właśnie zaczyna się Międzynarodowy Tydzień Bliskości, a ja zastanawiam się czym jest właściwie bliskość? Czemu się o niej tyle teraz mówi, szczególnie w kontekście dzieci? Co ona mi w ogóle daje?

Pomyślałam, że się podzielę z Wami nie badaniami, statystykami lub wytycznymi, ale moim własnym doświadczeniem i tym co ja czuję mówiąc „bliskość”.

Kiedy urodziłam pierwsze dziecko społeczność chustowa nie miała tak imponujących rozmiarów jak teraz, a w mojej okolicy nie widywałam żadnych mam w chustach. Zdjęcia z dziećmi w chuście w internecie miały tylko dwie moje koleżanki. Jakoś już wtedy poczułam, że to będzie coś dla mnie. Po spotkaniu w doradcą od razu zaczęłam motać, wychodzić na spacery i przepadłam – kurier, który przynosił paczki z chustami na wymianę, na testy, pożyczone znał nawet pory naszych drzemek i spacerów i dzwonił zawsze na telefon, by nie obudzić dziecka 😉

1. Wyspane dziecko
Moja córka szybko zbojkotowała wózek, bo przecież nie będzie jeździła w jakimś telepiącym pudle z daleka od mamy. Takim sposobem wylądowałyśmy w chuście już na dobre. Byłam dumna i blada mówiąc, że moje dziecko to i 4h potrafi spać, że spacery, że w domu ułatwia (nie dodawałam, że przeżycie). Musiałam strasznie denerwować inne mamy 😉

2. Wolne spacery
I nie chodzi mi o tempo, ale o wolność, którą daje poruszanie się w chuście. Kto mieszka lub był kiedyś w stolicy i wysiadł na dworcu centralnym z dużymi bagażami ten wie, że w centrum ułatwień nie uświadczysz. Brak podjazdów, ciągłe schody lub schodki, windy jeśli są to brudne i zepsute. Wysiadać trzeba dwa przystanki wcześniej, by bez takich problemów dojść do centrum. Auta zaparkowane wszędzie, brak przejścia o odpowiedniej szerokości… A bez wózka przejdę wszędzie, wejdę tam gdzie każdy i nie muszę przepraszać, że zastawiam przejście.

3. Autonomia
Oj to coś, co doceniłam bardzo przy drugim dziecku. Gdy pierwsze stało się samodzielne, trudno było mi się znów przyzwyczaić, że cały czas mam zajęte ręce, że jest ktoś, kto znów potrzebuje mnie dosłownie non-stop. Chusta bardzo mi pomogła, bo mogłam mieć maluszka blisko, on dostawał to, czego potrzebował, a ja miałam chwilę wytchnienia, bo mimo, że robiło za hubę, to jednak spało 😉

4. Rzeka mleka
Może i wyświechtane, ale nikt nie powie, że to zupełnie nieprawdziwe – mleko jest w głowie. I nawet nie chodzi o samą produkcję, bo czasem mleko jest, dziecko je, a nam się wydaje, że coś z tym niewidzialnym procesem jest nie tak. Chodzi mi o wspomaganie fizjologii, bo pokarm wytwarza się jak dziecko jest blisko, jak jest wydzielana oksytocyna, a kto nie czuje się szczęśliwy jak dziecko… śpi! 😉

5. Czwarty trymestr
Sławny czwarty trymestr… Każdy już chyba o nim słyszał, a jednak jeszcze sporo „pierwszych mam” doznaje szoku, że to aż tak. No tak – dzieci nasze rodzą się o jakieś 3 miesiące za wcześnie, więc chciał nie chciał w tym czasie nadal jesteśmy brzuchem. Tylko zewnętrznym. Chusta otula, przytula, wspomaga rozwój dziecka, a dla mamy, szczególnie w okresie połogu (!!!), daje wytchnienie, spokój, poczucie, że pomaga maleństwu w bólach brzuszka, kolkach, gorączkach, że nie musi się denerwować, że ręce mdleją, bo jest odciążona, a dziecko utulone. Ba! Nawet można w tym czasie robić coś innego!

6. Piramida Maslowa
Chyba ten punkt powinien być jakoś wyżej… Bo kto nie chce zjeść lub wysikać się w spokoju? Albo niekoniecznie w spokoju, tylko po prostu kto nie chce tego robić? Jedyny minus tych sytuacji jest taki, że przy korzystaniu z toalety trzeba pilnować, żeby chusta nie wpadła do muszli, a podczas jedzenia, żeby nie ubrudzić jedzeniem chusty lub dziecka 😉

7. Spanie
To jak o potrzebach, to przecież spanie! Niech przyzna się ten, kto nie usiadł w chuście z dzieckiem na kanapie i nie poleciała mu głowa rozkosznie do tyłu? U nas był etap nieodkładalności z chusty, ale też taki, że ja nie chciałam odkładać dzieci, bo chciałam je przytulać. Siadałam wtedy, opierałam się wygodnie i też oko mi się przymknęło. Co prawda na siedząco spanie to nie jest szczyt wygody, ale wtedy było ważniejsze coś innego.

8. Poczucie bezpieczeństwa
Jestem przekonana, że noszenie w chuście, przytulanie i bycie blisko fizycznie z dzieckiem daje mu poczucie bezpieczeństwa. Daje mu spokój, pewność, że jesteśmy, że nie zostawimy, nie znikniemy, że ukoimy. Myślę, że te chwile budują dużo na przyszłość, że dzieci czują się ważne, chciane, kochane. Teraz widzę po nich, że to składowa rzeczy, które procentują.

9. Empatia
Gorączka? Idź się połóż i odpocznij. Nie wstawaj. Leż. Wygrzewaj się.
Zęby? Nie bierz tego do buzi – to brudne. Tego nie wolno. Masz to. Nie, to nie.
Tęsknisz? Przecież tu jestem – czego chcesz? Usiądź obok i nie jęcz.
….
Takich przykładów może być więcej, ale dla mnie chusta to nauka i ćwiczenie empatii. Staram się wczuć w to marudzenie, w to jęczenie i płakanie, w to poczucie, że samemu się nie wie czego się chce i wyłączam irytację i czuję, że ten mały człowiek mnie potrzebuje. Potrzebuje ukojenia i bliskości. A kiedy jestem zniecierpliwiona czekającymi obowiązkami domowymi – wyciągam chustę i jedno nie przeszkadza drugiemu. Ja mam zrobione, dziecko utulone i czuję, że nie zawiodłam. Nikogo.

10. Do widzenia!
W sumie ten punkt to mnie trochę napawa dumą i smuci. Bo jak już są te dzieci empatyczne, jak się czują bezpiecznie, to czują się pewnie, to idą w świat. I oczywiście, że płaczą, że tęsknią, że oglądają się za nami i nie chcą czasem puścić. Ale w ogólnym rozrachunku widzę, że silnie stoją na ziemi. Czasem smutne, ale silne. I nikt im tego nie zabierze. I ja też się wtedy smucę, bo widzę, że już są bardziej samodzielni, że nie jestem niezbędna… Ale staram się przypominać sobie, że jestem tylko stacją początkową w ich życiu i będą jechać dalej samodzielnie.
Na szczęście mam też usługi serwisowe w pakiecie i to na korzystnych warunkach, więc liczę, że będą wracać chociaż na przegląd lodówki 😉

 

 
 

Kim jest doula?

No właśnie! Kim jest doula i po co komu takie rozwiązanie?

Otóż zanim napiszę czym się zajmuję, jaki jest tego sens i co to daje, to będę musiała Was zaskoczyć – doula (czyt. dula) to żaden nowy wymysł!

Doula jest zawodem i obecnie to wykształcona i doświadczona również w swoim macierzyństwie kobieta, zapewniająca ciągłe, czyli niemedyczne, emocjonalne, informacyjne i fizyczne wsparcie dla matki i rodziny na czas ciąży, porodu i po porodzie. Jednocześnie nie jest to nowa funkcja, a trochę powrót do korzeni, tego, jak kobiety kiedyś wspierały się w tym niezwykłym czasie. Doula zapewnia bowiem ciągłość wsparcia w stawaniu się matką – od ciąży, po poród i połóg. Obecnie, ze względu na to, że kobiety zazwyczaj decydują się na poród w szpitalu, nie w domu, osoby sprawujące nad nią opiekę zmieniają się – lekarz potwierdzający ciążę, prowadzący, dodatkowo niektóre kobiety zmieniają lekarza prowadzącego na innego czy kolejny wykonujący usg, położna na sali porodowej, personel na oddziale położniczym… W związku z tym nie ma jednej osoby, która byłaby obecna przez cały czas na każdym etapie ciąży i która wspiera wybory kobiety, bez przekonywania do swojego zdania lub przekazywania swoich lęków. Takie sytuacje, jeśli się zdarzają, to są rzadkością.

http://www.doulasofkentuckiana.com

Co może dawać ta ciągłość i czemu ona służy?

Badania dr Marshalla Klausa i dr Johna Kennela, mówią, że:

  • kobiety mające zapewnioną ciągłość opieki (ciąża/poród/połóg) są bardziej zadowolone z tego czasu;
  • obecność przy porodzie wspomaga naturalne procesy porodowe, które powodują większe poczucie kontroli i kompetencji kobiety;
  • zmniejsza się liczba interwencji medycznych (podawanie oksytocyny o 40%),
  • zmniejsza się liczba porodów instrumentalnych (kleszcze o 40%, vacuum, cięcie cesarskie nawet o 50%);
  • rodzące rzadziej korzystają ze znieczulenia lekami, a są bardziej zadowolone z przebiegu porodu (60%);
  • skraca się czas porodów (25%);
  • dzieci mają większą szansę na wyższą punktację w skali Apgar (w 5 minucie po porodzie).

Co robię jako doula?

Udzielam wsparcia emocjonalnego przed porodem, w trakcie, ale też po porodzie, by kobieta czuła się bezpiecznie w nowej sytuacji. Wzmacniam również jej poczucie kompetencji, pokazując skąd czerpać rzetelne informacje z konkretnych dziedzin, gdzie znajdują się odpowiedni specjaliści i jak dokonywać wyborów w zgodzie ze sobą i tym, co potrzebne jest akurat tej konkretnej rodzinie. Najważniejsza rzecz, która z tego wynika – pokazuję drogi, którymi można iść, ale ich nie wybieram i NIE OSĄDZAM wyborów kobiety – jestem i wspieram.

W konkrecie jest to cały wachlarz możliwości, ponieważ każda kobieta jest inna i ma inne potrzeby. Dla jednej będzie to wsparcie w ramach indywidualnej szkoły rodzenia, inna woli się skupić na mentalnym przygotowaniu do porodu i połogu. Kolejna będzie chciała obecności przy porodzie (czy to drogami natury czy podczas cesarskiego cięcia), inna będzie potrzebować, by dobrze pomóc się do tego przygotować osobie towarzyszącej, którą wybrała pośród bliskich osób (tak, uczestniczę także w takich porodach, szanując wszystkie wybory kobiet z którymi współpracuję). Podczas samego porodu mogę przyjechać od razu, gdy poród się zacznie i razem jedziemy do szpitala, innym razem spotykamy się na miejscu. Raz planujemy całą otoczkę porodową – muzyka, świece, kwiaty… innym razem poczucie bezpieczeństwa daje to, że po prostu jestem. Podczas porodu robię bardzo różne rzeczy – od podawania wody, łagodzenie bólu naturalnymi metodami (przeczytaj „Jak łagodzić ból w porodzie?”), po wachlowanie czy zrobienie kilku zdjęć po porodzie. Zachęcam również ojca dziecka, by aktywnie uczestniczył i staram się również zaopiekować nim, ponieważ poród jest wspólnym przeżyciem pary, która rodzi właśnie swoje dziecko.

Moim zadaniem jest uczynić ten moment jak najpięknięszym właśnie dla nich.

Sytuacji i możliwości jest tak dużo, jak kobiet, które rodzą. A przy porodzie kolejnego dziecka wszystko może się zmienić! Ponieważ rodząca jest już inną osobą. Dlatego zawsze spotkania przed porodem obejmują omówienie tego, czego może kobieta potrzebować, czego ode mnie oczekuje oraz kilku możliwych scenariuszy – nawet tych, których nie zakłada (zobacz wpis „Czy można przygotować się do cesarskiego cięcia?”).

Pytań może być wiele, ale na szczęście chętnie umówię się na spotkanie zapoznawcze (bezpłatne!), na którym będę mogła odpowiedzieć na wątpliwości związane z ewentualną współpracą. Możesz się również zadać je od razu wysyłając maila poprzez zakładkę „kontakt”. Zapraszam również do zakładki „oferta”, gdzie również możesz znaleźć odpowiedzi na kilka pytań.

http://birthwellbirthright.com